everybody famous
2009-11-19 20:05:00
Wyszłam z domu, a tam ciężarówy jakieś, kable, reflektory.
Na moim zadupiu film kręcą.
Pod moim luksusowym apartamentem.
Strach myśleć, o czym to będzie.

Szczegółów nie znam, bo byłam spóźniona i oczywiście gnałam z rozwianą grzywą przed siebie. Poza tym ja jestem dość odporna na gwiazdy. Głównie dlatego, że ich nie rozpoznaję. Mogę zderzyć się z jakąś czołowo i nie poznam. Ba, mogę przez parę godzin rozmawiać z taką - i nic. Kiedyś, jeszcze w studenckich moich czasach, podrywał mnie w knajpie jeden nasz aktor, z gatunku (wtedy) młodych przystojnych. Nie miałam zielonego pojęcia, kto to jest - pamięci do twarzy nie mam za cholerę, a telewizję już wtedy darzyłam nieszczególnym zamiłowaniem. No i zapytałam go, co on właściwie w życiu porabia, a ten zrobił dziwną minę i niebawem oddalił się w kierunku jakiejś blondynki.


A poza tym kupiłam sobie płytę.
Pozornie nic, kupuję jakieś 50 rocznie. Nie wszystkie trzymam na wierzchu, bo niektóre należą do kategorii 'do słuchania, kiedy wszyscy są pijani'. Ale to TA płyta, wyczekiwana. Myślę, że też wyląduje skitrana w szafce, albowiem w życiu się nie przyznam, że tego słucham (i że wydałam na to pieniądze).
Nie jestem zagorzałą fanką żadnej kapeli - chodzę na koncerty, kupuję krążki, ale nie szaleję. To taki jeden barwny wyjątek w moim życiu. Zachowuję się jak groupie. Tyle że groupie pewnie puściłaby na full i skakała po łóżku piszcząc, że chce przelecieć wokalistę, a ja przez kwadrans kucałam przed odtwarzaczem, kiwałam się jak Żyd emauśny i wstydziłam się wcisnąć 'play'.
Jak nastolatka.
Czasami u mnie kipi od takich emocji - śmiesznych może, dzieciackich.
Kiedyś będzie mi ich bardzo brakowało.

I tak sobie myślę, że jakoś tak utarło się mówić o fajnym facecie, którzy coś nam w głowie (i nie tylko) poprzestawiał, że zrobił z nas kobietę. A chyba fajniejsi są ci, którzy robią z nas na nowo nastolatki właśnie.

skomentuj (5)


learning to fall
2009-11-17 21:18:06
Na wiosze aż tak spokojnie nie jest.
Ojciec mi z drabiny spadł. Przycinał orzech i sru.
Nic mu się nie stało, ale zaliczył lot koszący, a że to facet - rzęzi aż zęby bolą. Nie to, co ja. Bo ja też spadłam. Zbierałam wiśnie, słuchałam radia i oczywiście, jak to ja, postanowiłam się z radiem pokłócić. Straciłam równowagę na pochyło ustawionej drabinie, wiaderko pełne owoców wyleciało mi z ręki - ale szczęśliwie złapałam się konara i tak zawisłam, wrzeszcząc:
- Gdzie moje wiaderko?! Gdzie moje wiaderko?!
Co tam, że mogłam spaść. Złamana noga - co tam. Ale wcześniej przez dwie godziny zbierałam te pieprzone wiśnie i gdyby mi się rozsypały w trawie, to bym się zapłakała.
Jako że co drugi głupi ma szczęście - wiaderko popisowo wylądowało dnem na trawniku i ani jedna wisienka nie została stracona.
Jeśli myślicie, że ktokolwiek z rodziny pośpieszył mi na ratunek, to grubo się mylicie. Wszyscy stali na tarasie i rżeli.


Zima idzie (w Tatrach spadł drugi śnieg - trzeci zostanie do wiosny), więc człowiek sobie kupił balsam rozgrzewający.
Napisali na opakowaniu, że delikatnie rozgrzewa.
Ach, delikatnie. Czyli tylko ja mam wrażenie, jakbym usiadła gołym tyłkiem na piecu.
Latem kupiłam sobie chłodzący. Z mentolem i imbirem. Siedziałam później w piżamie, szlafroku, skarpetkach, windstopperze i puchowej kurtce, dygocząc z zimna, podczas gdy za oknem asfalt topniał w promieniach lipcowego słońca. 
Czasami te kosmetyki jednak są nadspodziewanie skuteczne...

Smutna prawda jest taka, że parę lat temu nie kupiłabym ani rozgrzewającego balsamu przeciwcellulitowego, ani kremu specjalnie na zmarszczki mimiczne. Bawiły mnie takie rzeczy.
Aż któregoś poranka człowiek wchodzi do łazienki i widzi w lustrze wszystkie zombies z "Thrillera" w jednym.
Mężczyźni oczywiście są jak armia Dorianów Grayów. Wiecznie młodzi, zdrowo rumiani, żadnych bruzd na czole od myślenia. I nie to, żeby codziennie sypiali 10 godzin, a jedynie przy niedzieli sączyli lampeczkę czerwonego wina, bo dobre na trawienie, nie nie. Nie żeby nie palili, żywili się zdrowo i kładli rumianek na powieczki. A jednak ich się nie ima. Czterdziestka na liczniku, a buźka im się zatrzymała w rozwoju w '95 roku. Dlaczego?...

skomentuj (3)


everything I want to world to be, is now coming true especially for me
2009-11-16 14:08:00
Czuję się ostatnio, jakby wszelkie doły zostały ze mnie wytrzepane i w pewnym sensie tak właśnie było, dosłownie. Kobieta jest jednak prostym stworzeniem, cokolwiek by mówić.

Poza tym wiadomo - wiocha. Już w autobusie wyjeżdżającym z Krakowa (porzuciłam PKP na rzecz PKS-u, bo co prawda jedzie dłużej, ale mam ciepło i nie stoję w polu, dumając nad sensem życia) ciśnienie spada mi do zdrowego poziomu. Czytam albo sobie drzemię, różnie. Autobus zatrzymuje się w miasteczkach, gdzie w niedzielne przedpołudnia ani żywego ducha. Nie ma gdzie gazety kupić. Może wszyscy jeszcze śpią, może po prostu nie wychodzą z domu, bo nie mają dokąd.
Kierowca słucha programu pierwszego, w którym czasem mszę nadają - i tak trochę nieswojo człowiekowi. Czasem ktoś obok włączy sobie radyjko w telefonie i to jest jeszcze bardziej irytujące. Słuchawki wynaleziono na początku XX wieku, a niektórzy nadal nie zdają sobie sprawy z ich istnienia.

Wszystko tu jest, jak należy. Słońce, wina czasem trochę za dużo, pies uśmiechnięty, łagodne jurajskie wzgórza dookoła, sklepik w budyneczku przypominającym nieco stodołę, ale zaopatrzony w rzeczy najpotrzebniejsze. Na szybie kiosku przyklejona ręcznie napisana reklama - MĘSKIE 6,50. W lokalnym busiku paru lokalnych adonisów wypachnionych aż w nosie kręci, żelik, mokasyn, pełny zestaw. Mają swój urok ci chłopaczkowie, ale jednak jakoś odporna jestem na tego rodzaju wdzięk. Wysiadam i zapieprzam pod górę do domu.
W radiu (mamy taką fajną stację na Śląsku, szczery żal, że w Krakowie nie odbiera, tym bardziej szczery, że pana dyrektora pamiętam z czasów, gdy miałam trzynaście lat i podrzucał mi Doorsów do posłuchania - pozdrawiam gorąco) grają O Soley, Soley i ani się obejrzę, jak z kieliszkiem wina w dłoni tańcuję w kuchni z moim skaczącym psem. A piękne jesienne słońce zachodzi za oknem nad polami.

O ile w Krakowie nie mogę zmusić się do pisania, wiatr mi hula w głowie, o tyle tutaj - samo idzie. Po prostu siadam rano i działam. Po trzech godzinach mam gotowy tekst, wystarczy zdjęcia dobrać. Co dziwniejsze, podoba mi się to, co napisałam, a to u mnie rzadkość. Niech mi go tylko przyjmą, Panie Boże wszechmogący...

Radio gra dalej, jedną z moich ulubionych piosenek, i świat wydaje mi się piękny, choćby nie wiem co. Czasem człowiek ma takie dni. I ta piosenka jest najlepszą puentą.
Choćby nie wiem co.

skomentuj (2)


 
księga gości

2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj


kontakt
w sprawie dostępu do archiwum i innych prosimy pisać na adres redakcji: latawicca małpa gmail.